W serwisie

Sekularyzm w Europie Zachodniej – wojna czy seria incydentów?

Czy chrześcijanie w Europie lub szerzej – w świecie Zachodu – mogą się spodziewać prześladowań? Pytanie wydaje się absurdalne, żyjemy wszak w obrębie cywilizacji obdarzającej wszystkich największą wolnością, jaka kiedykolwiek była dostępna na świecie. A przynajmniej tak nam się wydaje. Ponadto biorąc pod uwagę Światowy Indeks Prześladowań, przygotowywany przez organizację Open Doors, w zestawieniu za rok 2017 znajduje się jedynie Turcja i to dopiero na 37. miejscu, będąc w dodatku krajem muzułmańskim.

„Równe prawa dla wszystkich, łącznie z chrześcijanami”

A jednak nie sposób uciec od myśli, że dla chrześcijan w Europie i Ameryce Północnej idą złe czasy. Z góry zastrzegam – nie mam na myśli powrotu do masakrowania duchownych i wiernych, jakie miało miejsce w Związku Sowieckim, w republikańskiej Hiszpanii doby wojny domowej, czy w Meksyku z lat powstania cristeros – by ograniczyć się jedynie do ostatnich stu lat. Myślę bowiem nie o prawdziwym męczeństwie, a jedynie o wypychaniu chrześcijaństwa ze sfery publicznej i ograniczaniu możności manifestowania swoich przekonań.

Nie jest to zjawisko całkiem nowe, będące pokłosiem wydarzeń ostatnich kilku lat, bowiem już pod koniec roku 2010 Organizacja

Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, a więc duża i szanowana agenda międzynarodowa, wydała raport o nietolerancji i dyskryminacji chrześcijan w Europie. Na 40 stronach tej publikacji można się było zapoznać z 200 przypadkami nietolerancji, dyskryminacji i działań uznanych za sprzeczne z prawem w rozumieniu zapisów kodeksu karnego, a wszystkie one dotyczą działań o podłożu religijnym, czy właściwie antyreligijnym. Raport ten został przygotowany przez Obserwatorium Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan w Europie. Przedstawicielka Obserwatorium i współautorka raportu, dr Gudrun Kulger, powiedziała:„Nietolerancja i dyskryminacja skierowana przeciwko chrześcijanom oznacza ograniczenie ich wolności słowa oraz wolności sumienia. Jeśli chodzi o jej publiczny i instytucjonalny wymiar, to wolność religijna jest szczególnie zagrożona. Otrzymujemy wiele zgłoszeń dotyczących usuwania chrześcijańskich symboli, albo że przedstawia się chrześcijan w mediach w sposób przekłamany i zgodny z przesądami; ponadto dowiadujemy się o dyskryminacji chrześcijan, jak np. mobbing w miejscu pracy lub pomijanie przy awansie. Pracujemy nad uświadomieniem tego problemu, co może być pierwszym krokiem do poprawy sytuacji w Europie. Nasz cel to: równe prawa dla wszystkich, łącznie z chrześcijanami”.

Chrześcijańscy uchodźcy czują się w Europie jak… u siebie

Wspomniana organizacja w następnych latach przygotowywała kolejne takie raporty (zob. www.intoleranceagainstchristians.eu). Ostatni jak dotąd pochodzi z roku 2015. Jego pierwsza część dotyczy chrześcijan z krajów Azji i Afryki przybywających do Europy, jako uciekiniery przed prześladowaniami. Szczególne alarmujące są doniesienia z Niemiec. Jak mówi przedstawiciel organizacji Open Doors, Thomas Müller: „Otrzeźwiająco działa słuchanie prześladowanych chrześcijan, którzy w kraju zachodnim mówią, że doświadczają tu takich samych sytuacji… jak w swoich rodzinnych krajach”. O tym samym mówi Volker Baumann działający w organizacji Action on Behalf of Persecuted Christians and the Needy (AVC – Akcja na rzecz Prześladowanych Chrześcijan i Potrzebujących), który twierdzi, że 40 tys. chrześcijańskich uchodźców i członków innych mniejszości religijnych przebywających w niemieckich centrach pomocy doświadcza dręczenia ze względu na swoje przekonania religijne. Oczywiście w zdecydowanej większości są to sytuacje, kiedy prześladującymi są inni uchodźcy, z reguły muzułmanie, stanowiący w tych ośrodkach dominującą większość rezydentów. Jednak możliwe jest to w dużej mierze ze względu na bierność niemieckiego personelu, który na takie sytuacje przyzwala. Jest to sytuacja sama w sobie zasługująca na szersze potraktowanie, jednak tym razem zajmujemy się czymś innym.

Biją, podpalają, zwalniają, usuwają

A teraz garść przykładów (spośród 180 odnotowanych w roku 2015) prześladowczych działań zanotowanych w Europie i dotyczących Europejczyków .

W styczniu tego roku 150 par rodziców protestowało w Hamburgu przeciwko naruszeniu ich praw do decydowania o edukacji ich dzieci poprzez poddanie ich agresywnej indoktrynacji dotyczącej sfery seksualnej. Zostali oni zaatakowani przez kontrdemonstrację liczącą około 600 lewicowych aktywistów, którzy obrzucili tamtych jajami, racami i butelkami.

W lutym w berlińskim akademiku dwaj napastnicy najpierw obrzucili wyzwiskami, a potem dotkliwie pobili 24-letniego studenta wyłącznie „z powodu jego wiary chrześcijańskiej”. W pewnym momencie jeden z napastników przyłożył mu nóż do gardła. Napaść przerwała interwencja pracowników ochrony. Napastnicy zbiegli.

Uliczny kaznodzieja Mike Overd został w marcu w mieście Taunton skazany na grzywnę za posłużenie się w rozmowie z homoseksualistą wersetami z Biblii ganiącymi homoseksualizm. Sędzia stwierdził, że posłużenie się innymi wersetami byłoby odpowiedniejsze i pozwoliłoby mężczyźnie uniknąć kary.

Kiedy w kwietniu żona pastora zamówiła przez internet w sklepie Marks & Spencer bukiet kwiatów, do którego miały zostać dołączone słowa podzięki pewnej osobie za troskę i pomoc w ostatnich chwilach życia członkini lokalnego kościoła Christ Church Teddington, na ekranie jej monitora pojawiły się słowa: „Przepraszamy, w twojej wiadomości znajduje się coś, czego nie możemy napisać”. Kiedy zadzwoniła na infolinię firmy, dowiedziała się, że to słowo „Christ” zostało zablokowane przez system. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że słowa „Budda” i „Mahomet” sklep uznawał za dopuszczalne.

W czerwcu w Wiedniu zwolniono nauczycielkę w przedszkolu za to, że „naruszyła neutralność przedszkola w kwestii stosunku do religii”. Jej wina polegała na tym, że kilka miesięcy wcześniej wyjaśniała dzieciom, iż podczas Bożego Narodzenia świętujemy narodziny Jezusa Chrystusa.

Jak podała w sierpniu Szwedzka Narodowa Rada ds. Zapobiegania Przestępczości zanotowano znaczący wzrost antychrześcijańskich przypadków okazywania nienawiści, szczególnie w kategorii motywów „chrystianofobicznych”. W ciągu pięciu lat liczba takich przypadków uległa potrojeniu.

We wrześniu w Szwecji aresztowano dwóch mężczyzn, którzy podłożyli ogień pod kościołem luterańskim w Åmåls. Napastnicy w tym celu użyli koktajli Mołotowa, ponadto wybili kilkanaście szyb w budynku kościelnym i parafialnym.

W październiku mer hiszpańskiej Walencji nakazał usunięcie wszystkich chrześcijańskich symboli z cmentarza komunalnego w tym mieście. Ponadto władze miasta postanowiły przemianowanie kaplic cmentarnych na „sale ceremonialne”, a także polecono usunięcie krzyży z miejsc publicznych oraz zasłonicie symboli Virgen de los Desamparados (Matki Boskiej Opuszczonych – patronki miasta).

Norweska Służba Ochron Praw Dziecka w listopadzie odebrała piątkę dzieci małżeństwu zielonoświątkowców, które zostało w ten sposób ukarane za „chrześcijański radykalizm i indoktrynację”.

Na koniec roku niemiecka gazety z Bremy (Weser-Kurier) odmówiła publikacji ogłoszenia, które chciał zamieścić miejscowy Kościół luterański, ponieważ zawierało ono cytaty z Biblii.

Oczywiście takich sytuacji jest znacznie więcej. Od roku 2005, wspomniane Obserwatorium Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan w Europie udokumentowało pod 1600 podobnych przypadków.
Antychrystianizm jak antysemityzm?

Bardzo często dochodzi do dewastacji kościołów i cmentarzy. Tylko w roku 2012 i jedynie w Niemczech zniszczono 19 kościołów i 4 cmentarze. We Francji jeszcze więcej. Dwa lata wcześniej, ówczesny francuski minister spraw wewnętrznych, Brice Hortefeux, przyznał, że „84 procent aktów wandalizmu we Francji było wymierzonych w chrześcijańskie miejsca kultu”. Często w Europie Zachodniej dochodzi również do utraty pracy na przykład za noszenie widocznego krzyżyka na szyi, taksówkarzom w Londynie nie wolno mieć krzyża w swoim samochodzie. Powszechnym zjawiskiem w ostatnich latach jest usuwanie krzyży ze ścian w szkołach, szpitalach lub urzędach. Do tego dochodzą takie sytuacje jak zastraszanie przeciwników aborcji czy odmawianie personelowi medycznemu prawa do sprzeciwu sumienia. I nie są to sytuacje powodujące u ofiar takich działań jedynie drobne uciążliwości życiowe czy zawodowe. W listopadzie 2008 roku hiszpańskiego sędziego Fernando Calamitę ukarano 18-letnim zakazem wykonywania swojego zawodu, ponieważ powołując się na klauzulę sumienia, opóźnił adopcję dziecka przez homoseksualną partnerkę jego matki. W tej samej Hiszpanii w lipcu 2010 roku rząd ukarał dotkliwą grzywną w wysokości 100 tys. euro chrześcijańską sieć telewizyjną za to, że wyemitowała serię reklam promujących rodzinę i krytycznie odnoszącą się do homoseksualnego stylu życia.

Mamy tu do czynienia z trzema rodzajami działań: agresywnymi napaściami grup jawnie antychrześcijańskich, przejawami poprawności politycznej mediów i firm oraz sekularyzacyjnymi (rugującymi chrześcijaństwo z przestrzeni publicznej) decyzjami administracji lokalnej i państwowej. Wszystkie trzy składają się na dopełniający się obraz opresji spotykających chrześcijan.

Ze względu na to, że tego rodzaju sytuacje są coraz częstsze w Niemczech, polityk CDU, Otto Wulff oświadczył, że „czyny karalne wobec chrześcijan powinny być w przyszłości tak samo odnotowywane w kryminalistyce, jak ataki na tle antysemickim”.

Trwa wojna o rząd dusz

Sytuacje tego dowodzą nie tylko tego, że chrześcijanie doświadczają na sobie aktów agresji, ale także tego, że są dyskryminowani. Brytyjskie badania z ostatnich lat pokazują, że około dwóch trzecich chrześcijan zaangażowanych w politykę w miejscach pracy, życiu publicznym i mediach coraz bardziej jest spychanych na margines. „To, co dzieje się w Europie Zachodniej, to nie prześladowania, ale marginalizowanie wiary, którą stara się przedstawiać tylko jako kwestię osobistego sumienia” – uważa George Carey, emerytowany arcybiskup Canterbury.

Jak to możliwe, że liberalna demokracja, która z zasady powinna stać na straży wszelkich wolności, zarówno tych obywatelskich, jak i czysto prywatnych, tak źle sobie radzi z pielęgnowaniem wolności sumienia i wyznania? Choć tym razem, inaczej niż kilkaset lat wcześniej, nie jest to narzucanie ograniczeń wyznawcom jednego nurtu chrześcijaństwa przez wyznawców innego, ale działania podejmowane przez przedstawicieli świeckiego z założenia państwa.

Cytowany wyżej George Carey powodów takiego stanu rzeczy upatruje w błędnie rozumianej politycznej poprawności. To ona każe unikać wszelkich sytuacji, które dla niechrześcijan mogłyby być przykre czy narzucające niepożądany punkt widzenia. I z pewnością w wielu wypadkach tak właśnie jest. Nie wydaje się to jednak, ani sednem problemu, ani największym zagrożeniem.

Co więc nim jest? Na poły jawna, na poły ukryta walka o sekularyzację Europy. Czyli nie tylko zbudowane nowej tożsamości Starego Kontynentu (ten proces postępuje od czasów Oświecenia i Rewolucji Francuskiej), ale też usunięcia głównego przeciwka w walce o rząd dusz, czyli chrześcijaństwa. Mamy więc do czynienia niejako z odwróceniem procesu, który w sferze idei zapoczątkował Augustyn z Hippony swoim Państwem Bożym (413-427), a w sferze praktyki zachodnioeuropejscy wczesnośredniowieczni biskupi i władcy chrześcijańscy budujący na gruzach cesarstwa zachodniorzymskiego nową cywilizację – civitas christiana, tworzoną w oparciu o zasady biblijne. Co w praktyce udawało się raz lepiej, raz gorzej, jednak stanowiło wyraźną różnicę jakościową w stosunku do cywilizacji antycznej.

Co ciekawe, jako chrześcijanie oceniamy bardzo krytycznie zarówno owo budowanie civitas christiana, jak i współczesną kondycję europejskiego chrześcijaństwa, co w końcu nie jest pozbawione racji. Jednak jak się okazuje, współczesny świat próbujący od ponad dwustu lat budować swoją własną zsekularyzowaną cywilizację, dostrzega istotne zagrożenie w tym, co nam jawi się jako tak słabe i bez znaczenia.

Kto ją wygra?

Na interesujące aspekty tej sprawy zwraca uwagę (i potraktujmy to szerzej niż jedynie w kontekście brytyjskim) długoletni premier Wielkiej Brytanii (1997-2007), Tony Blair, zresztą wywodzący się z lewicowej, a więc generalnie dystansującej się od chrześcijaństwa, Partii Pracy. Powiedział on: „W brytyjskim społeczeństwie istnieje ryzyko, że ludzie zaczynają postrzegać wiarę jako rodzaj osobistego ekscentryzmu. Mam nadzieję i wierzę, że historie ludzi, którym odebrano prawo wyrażania swojego chrześcijaństwa, są wyjątkami, lub nastąpiły w wyniku absurdalnych, indywidualnych decyzji. Moim zdaniem ludzie powinni być dumni ze swojej wiary i mieć możliwość wyrażania jej, jeśli chcą”. Oto brytyjski polityk (labourzysta!) zdaje się wzywać do odważnego przyznawania się publicznie do swojej wiary, jako sposobu reakcji na postępujący sekularyzm.

Paradoksalnie z tej swoistej wojny z chrześcijaństwem może wyniknąć coś dobrego: oddzielenie od Kościoła zastygłego w dogmatach, ceremoniałach – ale i próbach przypodobania się współczesnemu światu, takiej formy chrześcijaństwa, które na przekór przeciwnościom podejmie walkę o to, co słuszne, bez oglądania się na to, co poprawne; walkę o to, co Chrystusa, bez oglądania się na to, czego chce bardziej, że jak uczy nas Biblia – na koniec Boży Kościół triumfuje, a nie opłakuje swoją klęskę!

Dr Włodzimierz Tasak

Zobacz również

Indonezja – kraj, w którym rośnie wrogość

Indonezja – kraj, w którym rośnie wrogość do chrześcijan

Jeszcze do niedawna o Indonezji nie było specjalnie głośno w mediach w kontekście prześladowania chrześcijan. …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *