strona główna | Książki | Spis treści | Przedmowa i wstęp | Rozdział 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | Zakończenie
Pewny przewodnik do nieba

Józef Alleine

Przedmowa i wstęp - Gorące zaproszenie grzeszników do nawrócenia się do Boga

Przedmowa

Przedmowa do wydania polskiego

Książka, którą z radością oddajemy do rąk Czytelnika jest najlepszą klasyczną pozycją na temat nawrócenia, napisaną w języku angielskim. O jej popularności świadczy to, iż była drukowana częściej niż wszystkie inne książki chrześcijańskie poza Biblią i Wędrówką Pielgrzyma. Pokolenia, które już przed nami z wdzięcznością czytały tę książkę, przekonały się, że mówi do nich przez nią Bóg, poprzez pełne serdecznej troski wezwania do nawrócenia, potraktowanego tutaj jako sprawa życia i śmierci i przedstawionego z całą powagą jasno i jednoznacznie.

Pomimo upływu lat książka ta nie straciła na aktualności. We współczesnym wieku, kiedy słowo grzech jest uważane za relikt minionych epok, powszechnie zanika poczucie grzechu, zaś sumienia ludzkie często są usypiane niepewnymi spekulacjami i baśniami o rzekomej reinkarnacji. Rzeczą trzeźwiącą jest zgodne z Biblią pokazanie realności duchowej oraz przypominanie, iż życie na ziemi jest jedynie etapem pośrednim na drodze do wieczności. W poselstwie J. Alleine nie ma  mowy o manipulacji strachem. Nie ma też tu nic, co by uwłaczało powadze kazalnicy. Alleine nie posługuje się tu nieprzystojnymi ani nieprzyzwoitymi opowiastkami, czy zmyślonymi historyjkami dla podbudowania wiary słuchaczy. Pokazuje chorobę, ale także podaje skuteczne lekarstwo na nią.

Jest to książka, która potępia a zarazem pociesza, zależnie od stanu duchowego człowieka. Jeśli Czytelnik ufa fałszywym pojęciom o nawróceniu, jeśli uważa, że do nieba prowadzi wiele dróg, bądź liczy na tzw. czyściec i modlitwy za zmarłych, to nie znajdzie w tej książce nic pocieszającego. Autor nie pozostawia Czytelnika w niepewności co do stanu jego duszy, gdyż nie istnieje coś takiego, jak stan pośredni pomiędzy zbawieniem a potępieniem. Albo człowiek ma uzasadnioną nadzieję na niebo i zapewnienie zbawienia już tu na ziemi, albo jest potępiony. Alleine jasno wykazuje, że jedyną drogą do Królestwa Niebios jest Pan Jezus Chrystus. Jeśli Czytelnik wie dokładnie, czym jest pełne nawrócenie, jak można to sprawdzić na podstawie Pisma świętego a nie subiektywnych uczuć czy odczuć, wtedy z radością czytać będzie tę książkę.

Autor opisuje błędne pojęcia o nawróceniu i wykazuje ich fałsz. Pokazuje też czym jest prawdziwe nawrócenie, a także jego absolutną konieczność. Następnie podaje oznaki prawdziwego nawrócenia, aby Czytelnik mógł sprawdzić, czy w jego życiu występuje biblijna wiara, pokuta, odwrócenie się od grzechu do Boga. Dalej omawia nieszczęsny stan tych, którzy pozostają nienawróceni oraz przedstawia wskazówki dla nienawróconych, aby mogli uciec przed czeluścią, która otwiera swą gardziel na nich, i od niewoli szatana, który ich zmusza do pełnienia swej woli. Na koniec zaś podaje motywy nawrócenia, by osoba nienawrócona zaczęła niezwłocznie dążyć do zmiany swego stanu.

Autor wielokrotnie apeluje do sumienia słuchaczy i Czytelnika, a także wskazuje na powagę wyboru, przed jakim stoi, opisując dość szczegółowo straszny stan osoby nienawróconej. Zbawienie, przedstawione jako kwestia indywidualna, za którą odpowiedzialny jest każdy człowiek, rozstrzyga się już teraz na ziemi. Po jasnym i jednoznacznym wezwaniu do nawrócenia, Alleine pozostawia słuchaczy   i Czytelników samych, do dokładnego zbadania swych sumień i nawrócenia się do Boga. Takie badanie sumienia i szukanie osobistej relacji z Bogiem wymagają uczciwości względem siebie samego, znajomości zarówno natury ludzkiej jak i Słowa Bożego. Dlatego też wydało to i wciąż wydaje bardzo dobre owoce.

Z życzeniem, by poselstwo tej książeczki okazało się błogosławieństwem dla wielu rzesz polskich Czytelników. 

REDAKCJA

Przedmowa do wydania amerykańskiego

Józef Alleine urodził się w rodzinie purytańskiej w Devizes (hrabstwo Wiltshire) i został ochrzczony w dniu 8 kwietnia 1634 r. Anglia znajdowała się wtedy w wirze zamieszek, które wkrótce doprowadziły do wybuchu Wojny Domowej. Kiedy Alleine skończył 10 lat, rynek jego rodzinnego miasta rozbrzmiewał hukiem armat i salwami muszkietów. Wtedy rojaliści zmusili zwolenników O. Cromwella do ucieczki w bitwie pod Roundway w lipcu 1643 r. Dwa lata później koleje losu się odwróciły i sam O. Cromwell dokładał starań, aby niebieski sztandar Parlamentu zawisł wysoko nad starym zamkiem  stojącym naprzeciwko domu dzieciństwa Józefa Alleine.

Również jego rodzinę dotknęły doświadczenia. Ojciec, mimo że był cieszącym się dobrą reputacją kupcem handlującym tekstyliami, ucierpiał wskutek trudności gospodarczych wywołanych przez wojnę. Ku ich zasmuceniu, w 1645 r. zmarł kaznodzieja Edward, najstarszy brat Józefa. W tym samym roku Józef Alleine wystartował w „chrześcijańskim biegu” i usilnie prosił swego ojca, by pozwolił mu się wykształcić, by „zastąpić swego brata w dziele służby Bożej”. I tak, w kwietniu 1649 r. udał się do Oxfordu, aby kształcić się u stóp takich teologów jak Jan Owen i Tomasz Goodwin.

W listopadzie 1651 r. przeniósł się z Lincoln do kolegium Corpus Christi, które pod kierownictwem pobożnego doktora Edwarda Stauntona było seminarium mocniej osadzonym w teologii purytańskiej. Tam w dniu 6 lipca 1653 r. uzyskał tytuł licencjata nauk humanistycznych, został nauczycielem, a następnie kapelanem w kolegium. Niewątpliwie częściowo dzięki wpływowi Józefa Alleine’a Henryk Jessey mógł napisać w 1660 r.: „Sądzę, że trudno byłoby znaleźć na świecie takie miejsca jak Corpus Christi, w którym tak wielu ludzi rozprawiało o mocy pobożności i czystości uwielbiania Boga. Jednak mimo iż Corpus Christi było jak Eden, teraz jednak jest jałową pustynią”.

W Oxfordzie Józef Alleine wyróżniał się pobożnością i pilnością studiów. Jego ciepłe usposobienie jednało mu wielu przyjaciół, lecz jeśli ich wizyty wypadały w czasie jego studiów, nie miał czasu na to, aby ich wpuścić, mówiąc: „Lepiej niech się dziwią teraz moją nieuprzejmością, niż żebym tracił mój czas, gdyż teraz tylko kilku zauważy moją nieuprzejmość, później jednak wielu może odczuć to, że marnowałem swój czas”. Jako kapelan głosił ewangelię w wioskach wokół Oxfordu, a także co dwa tygodnie głosił kazania więźniom.

Takie było jego przygotowanie do przyszłej służby kaznodziejskiej. Nie miał jeszcze dwudziestu jeden lat, a już pałał nienasyconym pragnieniem nawracania dusz i w tym też celu wylewał swe serce w modlitwie i w kazaniach. Nic więc dziwnego, że znany purytański teolog Jerzy Newton (1602 – 1681), kaznodzieja w kościele pod wezwaniem św. Magdaleny w Taunton, powołał J. Alleine’a na stanowisko swego  asystenta w 1655 r. Taunton, miasteczko liczące około 20.000 mieszkańców, było znane z produkcji wełny, a zarazem stanowiło twierdzę purytańską w zachodniej części kraju. Duch tego miasta objawił się wyraźnie 10 lat wcześniej, kiedy z heroiczną wytrwałością odparło ono kilka desperackich prób oblężenia przez rojalistów, pomimo tego, iż połowa ulic spłonęła od salw moździerzy, a wielu mieszkańców zmarło z niedożywienia i głodu. Właśnie tutaj, wśród wzgórz, łąk i sadów Somerset, Józef Alleine spędził lata swej krótkiej, lecz niezapomnianej służby.

W dniu 4 października 1655 r., zaraz po rozpoczęciu swej pracy w Taunton, Józef Alleine ożenił się ze swą kuzynką Teodozją Alleine, kobietą o szczególnej duchowości, która zostawiła poruszające sprawozdanie ze służby swego męża. Jedyną „wadą”, za którą łajała swego męża było to, że nie poświęcał jej więcej czasu. On na to odpowiadał: „Ach, moja droga! Wiem, że twoja dusza jest bezpieczna, lecz o jakże wielu, którzy giną, muszę się zatroszczyć! Obym mógł uczynić dla nich coś więcej!”. Całe życie Józefa Alleine’a było ilustracją jego powiedzenia: „Dajcie mi chrześcijanina, który uważa swój czas za cenniejszy od złota”. Gdy rozpoczynał się tydzień, zwykle mawiał: „Jeszcze jeden tydzień przed nami, przeżyjmy ten tydzień dla Boga”. Każdego ranka mawiał: „Teraz przeżyjmy ten dzień dobrze”. Jego żona napisała:

Przez cały czas, gdy był zdrowy, zawsze wstawał przed czwartą lub o czwartej rano, a w soboty wcześniej. Jeśli został obudzony, bardzo był zakłopotany słysząc odgłosy pracy kowali, szewców czy kupców, którzy rozpoczęli wykonywanie swego rzemiosła nim on zaczął wypełniać swe obowiązki wobec Boga. Mówił mi potem: „Czy mój Mistrz nie zasługuje na więcej niż ich mistrz?” Godziny od czwartej do ósmej spędzał na modlitwie, rozważaniu o świętych rzeczach, śpiewaniu psalmów, w których miał wielkie upodobanie. Wykonywał codzienne obowiązki religijne samotnie jak też i w rodzinie.

Ta pobożna para razem trudziła się dla dobra dusz ludzkich. Teodozja Alleine prowadziła szkołę dla dzieci w swym domu, podczas gdy jej pobożny małżonek spędzał pięć popołudni w tygodniu na pracy stanowiącej rozwinięcie kazań rozbrzmiewających każdej niedzieli pod okazałą wieżą kościoła św. Marii Magdaleny. Posiadał spis nazwisk mieszkańców każdej ulicy i pilnował, by byli odwiedzani i katechizowani. Rezultatem tego było przyciągnięcie wielu dusz. Jerzy Newton napisał: „Jego błagania i napomnienia były wiele razy tak czułe, pełne świętej gorliwości, życia i wigoru, że całkowicie zwyciężał swych słuchaczy, zmiękczał ich, a zdarzało się, że zmiękczał nawet najtwardsze serca”. Wyraźnie widać, że nawet w wieku, w którym potężne, pełne mocy kazania i skuteczne ewangelizacje były względnie powszechne, służba Józefa Alleine’a była czymś wybitnym w oczach jego braci. Oliver Heywood, purytański „apostoł północnej Anglii”, powiedział, iż niewiele wieków wydało wybitniejszych kaznodziei niż Józef Alleine. Ryszard Baxter mówi o jego wspaniałych zdolnościach kaznodziejskich przejawiających się w publicznym wyjaśnianiu i stosowaniu wersetów Pisma Świętego, rozmiękczaniu serc i przekonywaniu swych słuchaczy.

Gdy Józef Alleine rozpoczynał swą służbę, dzień łaski chylił się  ku zachodowi. Po trzech latach zmarł Oliver Cromwell. Dwa lata później, w 1660 r., dzwony w Taunton biły radośnie na powitanie powracającego do kraju króla Karola II oraz restytucji monarchii. Lecz szczęście w sercach purytan nie trwało długo, gdyż, jak powiedział Filip Henry, „okres, w którym słońce pobożności jaśniało nad narodem” dobiegł końca w 1662 r. przez niesławną ustawę zakazującą odprawiania nabożeństw poza nabożeństwami w Kościele anglikańskim (Act of Uniformity), kiedy odsunięto od kazalnic prawie 2.000 najlepszych kaznodziei, jakich Anglia kiedykolwiek miała. Wśród osiemdziesięciu pięciu kaznodziei z Somerset, których ta ustawa objęła, znalazł się — jak można się domyśleć — Jerzy Newton oraz Józef Alleine. Chociaż Alleine został pozbawiony kazalnicy, nie zgodził się na milczenie.

I rzeczywiście, jego żona pisze, że „odłożywszy wszystkie inne studia na bok, spodziewając się, że jego czas będzie krótki, rozszerzył swą działalność kaznodziejską i wiem, że w tych miesiącach głosił kazania nawet czternaście razy w tygodniu, często dziesięć, a zazwyczaj sześć czy siedem razy”. Ostatecznie, po wielu groźbach Alleine przyjął wezwanie do stawienia się przed sądem w dniu 26 maja 1663 r.

Następnej nocy wyznaczył spotkanie ze swym ludem na pierwszą czy drugą rano, na co ochoczo przystali. Przybyło kilkaset osób, zarówno młodych jak i starszych. Głosił kazanie oraz modlił się z nimi przez około trzy godziny. Następnego dnia został wtrącony do więzienia w Ilchester. Po roku wypuszczono go na wolność, lecz musiał spełniać wymagania narzucone przez Five Mile Act oraz Conventicle Act. Mimo iż jego zdrowie pogorszyło się, podjął głoszenie kazań w ukryciu aż do 10 lipca 1666 r. Tego wieczora, kiedy na zgromadzeniu w prywatnym domu głosił kazanie na temat Psalmu 147, 20, nagle gwałtownie otworzyły się drzwi i ponownie zabrano go do więzienia. Gdy ponownie go wypuszczono, z nie zmniejszoną duchową energią zastanawiał się, co jeszcze mógłby zrobić, by rozprzestrzenić ewangelię Chrystusa. Gdy rano wstawał, mówił swojej żonie: „Teraz mamy jeszcze jeden dzień, jeszcze jeden dzień dla Boga. Przeżyjmy dobrze ten dzień, pracujmy ciężko dla naszych dusz. Odkładajmy dzisiaj dużo skarbów w niebie, gdyż pozostało nam tutaj niewiele dni życia”.

Jego żona wspomina, jak w czysto purytańskim duchu jego myśli zwracały się ku możliwości pracy misyjnej w Walii lub nawet w Chinach. Nigdy ewangelia Jezusa Chrystusa nie płonęła gorliwiej w żadnym innym angielskim sercu. Jednak praca Alleine’a dobiegła końca, gdyż nigdy już nie odzyskał zdrowia po trudach więzienia i jego wigor szybko gasł. W dniu 17.11.1668 r.,  w wieku 34 lat, Bóg zabrał go przed złem mającym nadejść, a sędziwy Jerzy Newton stanął przy jego zwłokach ułożonych do spoczynku w prezbiterium, obok kościoła w którym rozbrzmiewały niegdyś jego alarmujące wezwania do nienawróconych.

Niniejsza książka zawiera sedno poselstwa Józefa Alleine’a, a tym samym podaje prawdziwy model purytańskiego rozumienia ewangelii. Słownictwo używane w różnych okresach musi oczywiście się zmieniać, różni ludzie mają różne dary, lecz nie wahamy się powiedzieć: są pewne elementy, które muszą się znaleźć w każdym prawdziwym przedstawieniu ewangelii. Niejeden wielki ewangelista ukształtował swoje poglądy czytając tę książkę. Jerzy Whitefield będąc jeszcze studentem w Oxfordzie, pisze nam w swych dziennikach, jakim błogosławieństwem był dla niego Alarm dla nienawróconych Józefa Alleine’a. Charles Spurgeon pisze, że gdy był dzieckiem, matka często czytała im ustęp z tej książki Alleine’a, kiedy zasiadali wokół kominka w niedzielne wieczory. Gdy był przekonany o grzechu, to także zwracał się do tej starej książki. Napisał: „Pamiętam, że zwykle gdy budziłem się rano, pierwszą rzeczą, którą brałem do ręki była książka Alleine’a Alarm dla nienawróconych bądź Wezwanie dla nienawróconych Baxtera. Och te książki, te książki! Czytałem je i pochłaniałem!”. Mając serce tak rozpalone ogniem purytańskiej teologii, Spurgeon był przygotowany do wstąpienia w ślady Józefa Alleine’a i Jerzego Whitefielda.

Odkąd po raz pierwszy książka ta ujrzała światło dzienne w 1671 r., ukazały się niezliczone jej wydania. W 1702 r. doktor Calamy napisał o niej: „Mnóstwo ludzi będzie miało powód, by  zawsze odczuwać wdzięczność za nią. Żadna inna książka w języku angielskim (z wyjątkiem Biblii), nie może się jej równać pod względem liczby sprzedanych egzemplarzy – dwadzieścia tysięcy sprzedano pod tytułem Wezwanie, lub Alarm, pięćdziesiąt tysięcy pod tytułem Pewny przewodnik do nieba, z czego trzydzieści tysięcy sprzedano w jednym nakładzie”. Jako znaczącą ilustrację duchowego wpływu tego dzieła, podamy jeden przykład. Pod koniec XVIII wieku, do kaznodziei pewnego zgromadzenia w Szkocji, człowieka bardziej znanego ze swego wykształcenia, niż z ewangelicznego zapału, pewne stowarzyszenie misyjne zwróciło się z prośbą o przetłumaczenie Alarmu dla nienawróconych na język galijski. Wręczono mu tę książkę, a znajdując w niej odpowiedni materiał do kazań, kaznodzieja ten zaczął przekazywać sedno jej kolejnych rozdziałów swemu zgromadzeniu. Mówiono potem, że rezultatem tego było rozprzestrzeniające się przebudzenie, które przez długi czas obejmowało okręg Netherlorn.

Z modlitwą, aby treść tej książki można było znów usłyszeć w naszym kraju, polecamy ją błogosławieństwu Tego, którego Słowo jest „żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki obosieczny miecz”.

Gdyż wszelkie ciało jest jak trawa i wszelka chwała człowieka jak kwiat trawy; zwiędła trawa i kwiat jej opadł;

Ale słowo Pańskie trwa na wieki. A jest to słowo, które wam jest zwiastowane. 1 Piotra 1, 24 – 25

T. E. Watson

wstęp

Gorące zaproszenie grzeszników do nawrócenia się do Boga

 

Umiłowani! Z radością wyznaję, że jestem waszym dłużnikiem. Jestem napełniony troską, gdyż chciałbym okazać się dobrym szafarzem domostwa Bożego i dać każdemu to, co mu się należy. Lekarz jednak najbardziej troszczy się o tych pacjentów, których stan jest najcięższy a rokowania najmniej optymistyczne, a żal ojca zwraca się szczególnie ku swemu umierającemu dziecku. Nienawrócone dusze wymagają najgłębszego współczucia i właściwej troskliwości w wyrywaniu ich jak gałęzi z płonącego ognia (Judy 1,23). Dlatego właśnie do nich zwrócę się najpierw na tych stronach.

 

Lecz gdzie mogę znaleźć argumenty? Czym mam ich przekonać? Obym mógł je wypowiedzieć! Pisałbym we łzach, wypłakiwałbym każdy argument, oddałbym całą moją krew jako atrament, błagałbym ich na kolanach. O jakże wdzięczny byłbym, gdybyście zostali przekonani o pokucie i nawrócili się!

 

Jakże długo trudziłem się dla was! Jakże często chciałem przyprowadzić wasze dusze do Boga! O to właśnie modliłem się i po to studiowałem przez tyle lat, aby przyprowadzić was do Boga. Obym mógł zrobić to teraz! Czy dacie się uprosić?

Lecz, o Panie, jakże nieodpowiednią jestem do tej pracy osobą! Biada! Czymże przebiję łuski Lewiatana, lub czymże sprawię, by zaczęło odczuwać serce tak twarde, jak kamień młyński? Czy mam pójść, przemówić do grobu i spodziewać się, że posłuchają mnie umarli i wyjdą? Czy mam przemawiać do skał, czy też mam pochylić się ku górom i myśleć, że uda mi się je poruszyć moimi argumentami? Czy mam sprawić, by ślepi przejrzeli? Od początku świata nie słyszano, aby człowiek otworzył oczy urodzonemu ślepym (Jan 9,32). Lecz Ty, Panie, możesz przeszyć serce grzesznika. Ja tylko mogę naciągnąć łuk na chybił—trafił. Obyś Ty pokierował strzałą! Zabij grzech, lecz uratuj duszę grzesznika, który kieruje swój wzrok na te strony.

W żaden inny sposób nie można wejść do nieba, jak tylko poprzez ciasną bramę powtórnych narodzin – bez uświęcenia nigdy nie ujrzycie Pana (Heb. 12,14). Dlatego oddajcie się Panu teraz. Nastawcie się teraz na szukanie Go. Uczyńcie Jezusa Panem w swych sercach i w swych domach. Ucałujcie Syna (Ps. 2,12) i doznajcie czułości jego miłosierdzia; dotknijcie Jego berła i żyjcie, dlaczego mielibyście umrzeć? Ja przecież nie błagam o siebie, lecz o was, gdyż chciałbym, abyście byli szczęśliwi. To jest nagroda, po którą biegnę. Pragnieniem i modlitwą mej duszy jest wasze zbawienie (Rzym. 10,1).

 

Błagam was, abyście pozwolili mi na szczerość i swobodę w zwracaniu się do was w tej najważniejszej dla was sprawie. Nie bawię się tu w mówcę, by wypowiadać uczoną przemowę, ani nie ozdabiam jej elokwencją, aby wam się przypodobać. Treść tego, co mam do powiedzenia wynika z ważnego zadania –– chodzi o to, aby was przekonać o grzechu i nawrócić, abyście byli zbawieni. Nie łowię haczykiem retoryki, ani nie pracuję dla waszych oklasków, lecz dla waszych dusz. Moim zadaniem nie jest schlebianie wam, lecz wasze zbawienie. Jeśli nie zdobędę waszych serc, to nic nie zyskam. Gdybym chciał zadowolić wasze uszy, śpiewałbym inną pieśń. Gdybym miał zwiastować sam z siebie, obrałbym inny kurs. Opowiadałbym wam przyjemniejszą opowieść. Przygotowałbym dla was poduszki i opowiadałbym o pokoju, gdyż jakże Achab może kochać Micheasza, który zawsze prorokuje dla niego zło? (1 Król. 22,8). Zważ o ileż lepsze są razy zadane przez przyjaciela, niż gładkie przemowy cudzołożnicy, która papla swymi ustami aż strzała przebije wątrobę (Prz. 7,21 – 23;6,26).

 

Gdybym miał uciszyć płaczące niemowlę, mógłbym uspokoić je śpiewaniem, albo tuliłbym je do snu. Kiedy jednak dziecko wpadło do ognia, rodzice postępują inaczej i nie próbują uciszyć go kołysanką ani ciastkiem z kremem! Wiem, że jeśli nie uda mi się was przekonać, będziecie zgubieni. Jeśli nie uda mi się sprawić, byście wyrazili zgodę by powstać i podejść, zginiecie na wieki. Bez nawrócenia nie ma zbawienia! Muszę zdobyć waszą dobrą wolę, gdyż inaczej pozostaniecie w pożałowania godnym stanie.

 

Lecz tutaj znów napotykam trudność mojej pracy. O Panie, proszę wybierz dla mnie kamienie z potoku (1 Sam. 17,40.45). Przychodzę w imieniu Pana Zastępów, Boga armii Izraela. Wychodzę jak młodzieniec Dawid przeciwko Goliatowi, by zmagać się nie z ciałem ani z krwią, lecz ze „zwierzchnościami i mocami, i władcami ciemności tego świata” (Efez. 6,12). Tego dnia niech Pan uderzy Filistynów, pozbawi mocarza jego zbroi i wyda mi z jego ręki więźniów. Panie, dobierz moje słowa, wybierz broń dla mnie. A kiedy włożę mą rękę do torby, wyjmę kamień i wystrzelę go, oby Bóg zaniósł go do celu i sprawił, by uderzył nie w czoło, lecz w serce nienawróconego grzesznika i powalił go na ziemię, jak to uczynił z Saulem z Tarsu (Dz. 9,4).

Niektórzy z was nie wiedzą, co mam na myśli mówiąc o nawróceniu i na próżno próbowałbym przekonać Was do tego, czego nie rozumiecie. Dlatego ze względu na was pokażę, czym jest nawrócenie. Inni trzymają się ukrytej nadziei na miłosierdzie, chociaż trwają w tym stanie, w jakim są. Tym muszę wykazać konieczność nawrócenia. Inni prawdopodobnie zatwardzają swe serca, myśląc w dumnej zarozumiałości, że już są nawróceni. Im muszę pokazać charakterystyczne cechy nienawróconych. Jeszcze inni, ponieważ nie czują żadnego niebezpieczeństwa, nie boją się nikogo i śpią jakby na szczycie masztu. Im muszę pokazać nędzny stan nienawróconych. Kolejna grupa to ci, którzy siedzą bez ruchu, ponieważ nie widzą drogi ratunku. Im pokażę środki nawrócenia. Na koniec zaś, dla ożywienia wszystkich, podam motywy do nawrócenia.

 

Józef Alleine

 

Rozdział I  - FAŁSZYWE POJĘCIE O NAWRÓCENIU

 

do góry


Copyright © 2001 Chrzescijanin.pl