|
Pewny przewodnik do nieba Józef Alleine |
|
Przedmowa i wstęp - Gorące zaproszenie grzeszników do nawrócenia się do Boga Przedmowa
do wydania polskiego Książka,
którą z radością oddajemy do rąk Czytelnika jest
najlepszą klasyczną pozycją na temat nawrócenia, napisaną
w języku angielskim. O jej popularności świadczy to, iż
była drukowana częściej niż wszystkie inne książki
chrześcijańskie poza Biblią i Wędrówką
Pielgrzyma. Pokolenia, które już przed nami z wdzięcznością
czytały tę książkę, przekonały się, że mówi do nich
przez nią Bóg, poprzez pełne serdecznej troski wezwania do
nawrócenia, potraktowanego tutaj jako sprawa życia i śmierci
i przedstawionego z całą powagą jasno i jednoznacznie. Pomimo
upływu lat książka ta nie straciła na aktualności. We
współczesnym wieku, kiedy słowo grzech
jest uważane za relikt minionych epok, powszechnie zanika
poczucie grzechu, zaś sumienia ludzkie często są usypiane
niepewnymi spekulacjami i baśniami o rzekomej reinkarnacji.
Rzeczą trzeźwiącą jest zgodne z Biblią pokazanie realności
duchowej oraz przypominanie, iż życie na ziemi jest jedynie
etapem pośrednim na drodze do wieczności. W poselstwie J.
Alleine nie ma mowy
o manipulacji strachem. Nie ma też tu nic, co by uwłaczało
powadze kazalnicy. Alleine nie posługuje się tu
nieprzystojnymi ani nieprzyzwoitymi opowiastkami, czy zmyślonymi
historyjkami dla podbudowania wiary słuchaczy. Pokazuje
chorobę, ale także podaje skuteczne lekarstwo na nią. Jest
to książka, która potępia a zarazem pociesza, zależnie
od stanu duchowego człowieka. Jeśli Czytelnik ufa fałszywym
pojęciom o nawróceniu, jeśli uważa, że do nieba prowadzi
wiele dróg, bądź liczy na tzw. czyściec i modlitwy za
zmarłych, to nie znajdzie w tej książce nic pocieszającego.
Autor nie pozostawia Czytelnika w niepewności co do stanu
jego duszy, gdyż nie istnieje coś takiego, jak stan pośredni
pomiędzy zbawieniem a potępieniem. Albo człowiek ma
uzasadnioną nadzieję na niebo i zapewnienie zbawienia już
tu na ziemi, albo jest potępiony. Alleine jasno wykazuje, że
jedyną drogą do Królestwa Niebios jest Pan Jezus Chrystus.
Jeśli Czytelnik wie dokładnie, czym jest pełne nawrócenie,
jak można to sprawdzić na podstawie Pisma świętego a nie
subiektywnych uczuć czy odczuć, wtedy z radością czytać
będzie tę książkę. Autor
opisuje błędne pojęcia o nawróceniu i wykazuje ich fałsz.
Pokazuje też czym jest prawdziwe nawrócenie, a także jego
absolutną konieczność. Następnie podaje oznaki
prawdziwego nawrócenia, aby Czytelnik mógł sprawdzić, czy
w jego życiu występuje biblijna wiara, pokuta, odwrócenie
się od grzechu do Boga. Dalej omawia nieszczęsny stan tych,
którzy pozostają nienawróceni oraz przedstawia wskazówki
dla nienawróconych, aby mogli uciec przed czeluścią, która
otwiera swą gardziel na nich, i od niewoli szatana, który
ich zmusza do pełnienia swej woli. Na koniec zaś podaje
motywy nawrócenia, by osoba nienawrócona zaczęła niezwłocznie
dążyć do zmiany swego stanu. Autor
wielokrotnie apeluje do sumienia słuchaczy i Czytelnika, a
także wskazuje na powagę wyboru, przed jakim stoi, opisując
dość szczegółowo straszny stan osoby nienawróconej.
Zbawienie, przedstawione jako kwestia indywidualna, za którą
odpowiedzialny jest każdy człowiek, rozstrzyga się już
teraz na ziemi. Po jasnym i jednoznacznym wezwaniu do nawrócenia,
Alleine pozostawia słuchaczy i Czytelników
samych, do dokładnego zbadania swych sumień i nawrócenia
się do Boga. Takie badanie sumienia i szukanie osobistej
relacji z Bogiem wymagają uczciwości względem siebie
samego, znajomości zarówno natury ludzkiej jak i Słowa Bożego.
Dlatego też wydało to i wciąż wydaje bardzo dobre owoce. Z
życzeniem, by poselstwo tej książeczki okazało się błogosławieństwem
dla wielu rzesz polskich Czytelników.
REDAKCJA Przedmowa
do wydania amerykańskiego Józef
Alleine urodził się w rodzinie purytańskiej w Devizes
(hrabstwo Wiltshire) i został ochrzczony w dniu 8 kwietnia
1634 r. Anglia znajdowała się wtedy w wirze zamieszek, które
wkrótce doprowadziły do wybuchu Wojny Domowej. Kiedy
Alleine skończył 10 lat, rynek jego rodzinnego miasta
rozbrzmiewał hukiem armat i salwami muszkietów. Wtedy
rojaliści zmusili zwolenników O. Cromwella do ucieczki w
bitwie pod Roundway w lipcu 1643 r. Dwa lata później koleje
losu się odwróciły i sam O. Cromwell dokładał starań,
aby niebieski sztandar Parlamentu zawisł wysoko nad starym
zamkiem stojącym
naprzeciwko domu dzieciństwa Józefa Alleine. Również
jego rodzinę dotknęły doświadczenia. Ojciec, mimo że był
cieszącym się dobrą reputacją kupcem handlującym
tekstyliami, ucierpiał wskutek trudności gospodarczych wywołanych
przez wojnę. Ku ich zasmuceniu, w 1645 r. zmarł kaznodzieja
Edward, najstarszy brat Józefa. W tym samym roku Józef
Alleine wystartował w „chrześcijańskim biegu”
i usilnie prosił swego ojca, by pozwolił mu się wykształcić,
by „zastąpić swego brata w dziele służby Bożej”.
I tak, w kwietniu 1649 r. udał się do Oxfordu, aby kształcić
się u stóp takich teologów jak Jan Owen i Tomasz Goodwin. W
listopadzie 1651 r. przeniósł się z Lincoln do kolegium
Corpus Christi, które pod kierownictwem pobożnego doktora
Edwarda Stauntona było seminarium mocniej osadzonym w
teologii purytańskiej. Tam w dniu 6 lipca 1653 r. uzyskał
tytuł licencjata nauk humanistycznych, został nauczycielem,
a następnie kapelanem w kolegium. Niewątpliwie częściowo
dzięki wpływowi Józefa Alleine’a Henryk Jessey mógł
napisać w 1660 r.: „Sądzę, że trudno byłoby znaleźć
na świecie takie miejsca jak Corpus Christi, w którym tak
wielu ludzi rozprawiało o mocy pobożności i czystości
uwielbiania Boga. Jednak mimo iż Corpus Christi było jak
Eden, teraz jednak jest jałową pustynią”. W
Oxfordzie Józef Alleine wyróżniał się pobożnością i
pilnością studiów. Jego ciepłe usposobienie jednało mu
wielu przyjaciół, lecz jeśli ich wizyty wypadały w czasie
jego studiów, nie miał czasu na to, aby ich wpuścić, mówiąc:
„Lepiej niech się dziwią teraz moją nieuprzejmością,
niż żebym tracił mój czas, gdyż teraz tylko kilku zauważy
moją nieuprzejmość, później jednak wielu może odczuć
to, że marnowałem swój czas”. Jako kapelan głosił
ewangelię w wioskach wokół Oxfordu, a także co dwa
tygodnie głosił kazania więźniom. Takie
było jego przygotowanie do przyszłej służby
kaznodziejskiej. Nie miał jeszcze dwudziestu jeden lat, a już
pałał nienasyconym pragnieniem nawracania dusz i w tym też
celu wylewał swe serce w modlitwie i w kazaniach. Nic więc
dziwnego, że znany purytański teolog Jerzy Newton (1602
– 1681), kaznodzieja w kościele pod wezwaniem św.
Magdaleny w Taunton, powołał J. Alleine’a na
stanowisko swego asystenta w 1655 r. Taunton, miasteczko liczące
około 20.000 mieszkańców, było znane z produkcji wełny,
a zarazem stanowiło twierdzę purytańską w zachodniej części
kraju. Duch tego miasta objawił się wyraźnie 10 lat wcześniej,
kiedy z heroiczną wytrwałością odparło ono kilka
desperackich prób oblężenia przez rojalistów, pomimo
tego, iż połowa ulic spłonęła od salw moździerzy, a
wielu mieszkańców zmarło z niedożywienia i głodu. Właśnie
tutaj, wśród wzgórz, łąk i sadów Somerset, Józef
Alleine spędził lata swej krótkiej, lecz niezapomnianej służby. W
dniu 4 października 1655 r., zaraz po rozpoczęciu swej
pracy w Taunton, Józef Alleine ożenił się ze swą kuzynką
Teodozją Alleine, kobietą o szczególnej duchowości, która
zostawiła poruszające sprawozdanie ze służby swego męża.
Jedyną „wadą”, za którą łajała swego męża
było to, że nie poświęcał jej więcej czasu. On na to
odpowiadał: „Ach, moja droga! Wiem, że twoja dusza
jest bezpieczna, lecz o jakże wielu, którzy giną, muszę
się zatroszczyć! Obym mógł uczynić dla nich coś więcej!”.
Całe życie Józefa Alleine’a było ilustracją jego
powiedzenia: „Dajcie mi chrześcijanina, który uważa
swój czas za cenniejszy od złota”. Gdy rozpoczynał
się tydzień, zwykle mawiał: „Jeszcze jeden tydzień
przed nami, przeżyjmy ten tydzień dla Boga”. Każdego
ranka mawiał: „Teraz przeżyjmy ten dzień
dobrze”. Jego żona napisała: Przez
cały czas, gdy był zdrowy, zawsze wstawał przed czwartą
lub o czwartej rano, a w soboty wcześniej. Jeśli został
obudzony, bardzo był zakłopotany słysząc odgłosy pracy
kowali, szewców czy kupców, którzy rozpoczęli wykonywanie
swego rzemiosła nim on zaczął wypełniać swe obowiązki
wobec Boga. Mówił mi potem: „Czy mój Mistrz nie zasługuje
na więcej niż ich mistrz?” Godziny od czwartej do ósmej
spędzał na modlitwie, rozważaniu o świętych rzeczach, śpiewaniu
psalmów, w których miał wielkie upodobanie. Wykonywał
codzienne obowiązki religijne samotnie jak też i w
rodzinie. Ta
pobożna para razem trudziła się dla dobra dusz ludzkich.
Teodozja Alleine prowadziła szkołę dla dzieci w swym domu,
podczas gdy jej pobożny małżonek spędzał pięć popołudni
w tygodniu na pracy stanowiącej rozwinięcie kazań
rozbrzmiewających każdej niedzieli pod okazałą wieżą kościoła
św. Marii Magdaleny. Posiadał spis nazwisk mieszkańców każdej
ulicy i pilnował, by byli odwiedzani i katechizowani.
Rezultatem tego było przyciągnięcie wielu dusz. Jerzy
Newton napisał: „Jego błagania i napomnienia były
wiele razy tak czułe, pełne świętej gorliwości, życia i
wigoru, że całkowicie zwyciężał swych słuchaczy, zmiękczał
ich, a zdarzało się, że zmiękczał nawet najtwardsze
serca”. Wyraźnie widać, że nawet w wieku, w którym
potężne, pełne mocy kazania i skuteczne ewangelizacje były
względnie powszechne, służba Józefa Alleine’a była
czymś wybitnym w oczach jego braci. Oliver Heywood, purytański
„apostoł północnej Anglii”, powiedział, iż
niewiele wieków wydało wybitniejszych kaznodziei niż Józef Alleine. Ryszard Baxter mówi o jego wspaniałych zdolnościach
kaznodziejskich przejawiających się w publicznym wyjaśnianiu
i stosowaniu wersetów Pisma Świętego, rozmiękczaniu serc
i przekonywaniu swych słuchaczy. Gdy
Józef Alleine rozpoczynał swą służbę, dzień łaski
chylił się ku
zachodowi. Po trzech latach zmarł Oliver Cromwell. Dwa lata
później, w 1660 r., dzwony w Taunton biły radośnie na
powitanie powracającego do kraju króla Karola II oraz
restytucji monarchii. Lecz szczęście w sercach purytan nie
trwało długo, gdyż, jak powiedział Filip Henry,
„okres, w którym słońce pobożności jaśniało nad
narodem” dobiegł końca w 1662 r. przez niesławną
ustawę zakazującą odprawiania nabożeństw poza nabożeństwami
w Kościele anglikańskim (Act
of Uniformity), kiedy odsunięto od kazalnic prawie 2.000
najlepszych kaznodziei, jakich Anglia kiedykolwiek miała. Wśród
osiemdziesięciu pięciu kaznodziei z Somerset, których ta
ustawa objęła, znalazł się — jak można się domyśleć
— Jerzy Newton oraz Józef Alleine. Chociaż Alleine
został pozbawiony kazalnicy, nie zgodził się na milczenie.
I
rzeczywiście, jego żona pisze, że „odłożywszy
wszystkie inne studia na bok, spodziewając się, że jego
czas będzie krótki, rozszerzył swą działalność
kaznodziejską i wiem, że w tych miesiącach głosił
kazania nawet czternaście razy w tygodniu, często dziesięć,
a zazwyczaj sześć czy siedem razy”. Ostatecznie, po
wielu groźbach Alleine przyjął wezwanie do stawienia się
przed sądem w dniu 26 maja 1663 r. Następnej
nocy wyznaczył spotkanie ze swym ludem na pierwszą czy drugą
rano, na co ochoczo przystali. Przybyło kilkaset osób, zarówno
młodych jak i starszych. Głosił kazanie oraz modlił się
z nimi przez około trzy godziny. Następnego dnia został
wtrącony do więzienia w Ilchester. Po roku wypuszczono go
na wolność, lecz musiał spełniać wymagania narzucone
przez Five Mile Act oraz
Conventicle Act.
Mimo iż jego zdrowie pogorszyło się, podjął głoszenie
kazań w ukryciu aż do 10 lipca 1666 r. Tego wieczora, kiedy
na zgromadzeniu w prywatnym domu głosił kazanie na temat
Psalmu 147, 20, nagle gwałtownie otworzyły się drzwi i
ponownie zabrano go do więzienia. Gdy ponownie go
wypuszczono, z nie zmniejszoną duchową energią zastanawiał
się, co jeszcze mógłby zrobić, by rozprzestrzenić
ewangelię Chrystusa. Gdy rano wstawał, mówił swojej żonie:
„Teraz mamy jeszcze jeden dzień, jeszcze jeden dzień
dla Boga. Przeżyjmy dobrze ten dzień, pracujmy ciężko dla
naszych dusz. Odkładajmy dzisiaj dużo skarbów w niebie,
gdyż pozostało nam tutaj niewiele dni życia”. Jego
żona wspomina, jak w czysto purytańskim duchu jego myśli
zwracały się ku możliwości pracy misyjnej w Walii lub
nawet w Chinach. Nigdy ewangelia Jezusa Chrystusa nie płonęła
gorliwiej w żadnym innym angielskim sercu. Jednak praca
Alleine’a dobiegła końca, gdyż nigdy już nie
odzyskał zdrowia po trudach więzienia i jego wigor szybko
gasł. W dniu 17.11.1668 r., w wieku 34 lat, Bóg zabrał
go przed złem mającym nadejść, a sędziwy Jerzy Newton
stanął przy jego zwłokach ułożonych do spoczynku w
prezbiterium, obok kościoła w którym rozbrzmiewały niegdyś
jego alarmujące wezwania do nienawróconych. Niniejsza
książka zawiera sedno poselstwa Józefa Alleine’a, a
tym samym podaje prawdziwy model purytańskiego rozumienia
ewangelii. Słownictwo używane w różnych okresach musi
oczywiście się zmieniać, różni ludzie mają różne
dary, lecz nie wahamy się powiedzieć: są pewne elementy,
które muszą się znaleźć w każdym prawdziwym
przedstawieniu ewangelii. Niejeden wielki ewangelista ukształtował
swoje poglądy czytając tę książkę. Jerzy Whitefield będąc
jeszcze studentem w Oxfordzie, pisze nam w swych dziennikach,
jakim błogosławieństwem był dla niego Alarm dla nienawróconych Józefa Alleine’a.
Charles Spurgeon pisze, że gdy był dzieckiem, matka często
czytała im ustęp z tej książki Alleine’a, kiedy
zasiadali wokół kominka w niedzielne wieczory. Gdy był
przekonany o grzechu, to także zwracał się do tej starej
książki. Napisał: „Pamiętam, że zwykle gdy budziłem
się rano, pierwszą rzeczą, którą brałem do ręki była
książka Alleine’a Alarm
dla nienawróconych bądź Wezwanie
dla nienawróconych Baxtera. Och te książki, te książki!
Czytałem je i pochłaniałem!”. Mając serce tak
rozpalone ogniem purytańskiej teologii, Spurgeon był
przygotowany do wstąpienia w ślady Józefa Alleine’a
i Jerzego Whitefielda. Odkąd
po raz pierwszy książka ta ujrzała światło dzienne w
1671 r., ukazały się niezliczone jej wydania. W 1702 r.
doktor Calamy napisał o niej: „Mnóstwo ludzi będzie
miało powód, by zawsze
odczuwać wdzięczność za nią. Żadna inna książka w języku
angielskim (z wyjątkiem Biblii), nie może się jej równać
pod względem liczby sprzedanych egzemplarzy – dwadzieścia
tysięcy sprzedano pod tytułem Wezwanie,
lub Alarm, pięćdziesiąt
tysięcy pod tytułem Pewny
przewodnik do nieba, z czego trzydzieści tysięcy
sprzedano w jednym nakładzie”. Jako znaczącą
ilustrację duchowego wpływu tego dzieła, podamy jeden
przykład. Pod koniec XVIII wieku, do kaznodziei pewnego
zgromadzenia w Szkocji, człowieka bardziej znanego ze swego
wykształcenia, niż z ewangelicznego zapału, pewne
stowarzyszenie misyjne zwróciło się z prośbą o przetłumaczenie
Alarmu dla nienawróconych
na język galijski. Wręczono mu tę książkę, a znajdując
w niej odpowiedni materiał do kazań, kaznodzieja ten zaczął
przekazywać sedno jej kolejnych rozdziałów swemu
zgromadzeniu. Mówiono potem, że rezultatem tego było
rozprzestrzeniające się przebudzenie, które przez długi
czas obejmowało okręg Netherlorn. Z
modlitwą, aby treść tej książki można było znów usłyszeć
w naszym kraju, polecamy ją błogosławieństwu Tego, którego
Słowo jest „żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki
obosieczny miecz”. Gdyż
wszelkie ciało jest jak trawa i wszelka chwała człowieka
jak kwiat trawy; zwiędła trawa i kwiat jej opadł; Ale
słowo Pańskie trwa na wieki. A jest to słowo, które wam
jest zwiastowane.
T. E. Watson Gorące zaproszenie grzeszników do nawrócenia się do Boga
Umiłowani! Z radością wyznaję, że jestem waszym dłużnikiem. Jestem napełniony troską, gdyż chciałbym okazać się dobrym szafarzem domostwa Bożego i dać każdemu to, co mu się należy. Lekarz jednak najbardziej troszczy się o tych pacjentów, których stan jest najcięższy a rokowania najmniej optymistyczne, a żal ojca zwraca się szczególnie ku swemu umierającemu dziecku. Nienawrócone dusze wymagają najgłębszego współczucia i właściwej troskliwości w wyrywaniu ich jak gałęzi z płonącego ognia (Judy 1,23). Dlatego właśnie do nich zwrócę się najpierw na tych stronach.
Lecz gdzie mogę znaleźć argumenty? Czym mam ich przekonać? Obym mógł je wypowiedzieć! Pisałbym we łzach, wypłakiwałbym każdy argument, oddałbym całą moją krew jako atrament, błagałbym ich na kolanach. O jakże wdzięczny byłbym, gdybyście zostali przekonani o pokucie i nawrócili się!
Jakże długo trudziłem się dla was! Jakże często chciałem przyprowadzić wasze dusze do Boga! O to właśnie modliłem się i po to studiowałem przez tyle lat, aby przyprowadzić was do Boga. Obym mógł zrobić to teraz! Czy dacie się uprosić? Lecz, o Panie, jakże nieodpowiednią jestem do tej pracy osobą! Biada! Czymże przebiję łuski Lewiatana, lub czymże sprawię, by zaczęło odczuwać serce tak twarde, jak kamień młyński? Czy mam pójść, przemówić do grobu i spodziewać się, że posłuchają mnie umarli i wyjdą? Czy mam przemawiać do skał, czy też mam pochylić się ku górom i myśleć, że uda mi się je poruszyć moimi argumentami? Czy mam sprawić, by ślepi przejrzeli? Od początku świata nie słyszano, aby człowiek otworzył oczy urodzonemu ślepym (Jan 9,32). Lecz Ty, Panie, możesz przeszyć serce grzesznika. Ja tylko mogę naciągnąć łuk na chybił—trafił. Obyś Ty pokierował strzałą! Zabij grzech, lecz uratuj duszę grzesznika, który kieruje swój wzrok na te strony. W żaden inny sposób nie można wejść do nieba, jak tylko poprzez ciasną bramę powtórnych narodzin – bez uświęcenia nigdy nie ujrzycie Pana (Heb. 12,14). Dlatego oddajcie się Panu teraz. Nastawcie się teraz na szukanie Go. Uczyńcie Jezusa Panem w swych sercach i w swych domach. Ucałujcie Syna (Ps. 2,12) i doznajcie czułości jego miłosierdzia; dotknijcie Jego berła i żyjcie, dlaczego mielibyście umrzeć? Ja przecież nie błagam o siebie, lecz o was, gdyż chciałbym, abyście byli szczęśliwi. To jest nagroda, po którą biegnę. Pragnieniem i modlitwą mej duszy jest wasze zbawienie (Rzym. 10,1).
Błagam was, abyście pozwolili mi na szczerość i swobodę w zwracaniu się do was w tej najważniejszej dla was sprawie. Nie bawię się tu w mówcę, by wypowiadać uczoną przemowę, ani nie ozdabiam jej elokwencją, aby wam się przypodobać. Treść tego, co mam do powiedzenia wynika z ważnego zadania –– chodzi o to, aby was przekonać o grzechu i nawrócić, abyście byli zbawieni. Nie łowię haczykiem retoryki, ani nie pracuję dla waszych oklasków, lecz dla waszych dusz. Moim zadaniem nie jest schlebianie wam, lecz wasze zbawienie. Jeśli nie zdobędę waszych serc, to nic nie zyskam. Gdybym chciał zadowolić wasze uszy, śpiewałbym inną pieśń. Gdybym miał zwiastować sam z siebie, obrałbym inny kurs. Opowiadałbym wam przyjemniejszą opowieść. Przygotowałbym dla was poduszki i opowiadałbym o pokoju, gdyż jakże Achab może kochać Micheasza, który zawsze prorokuje dla niego zło? (1 Król. 22,8). Zważ o ileż lepsze są razy zadane przez przyjaciela, niż gładkie przemowy cudzołożnicy, która papla swymi ustami aż strzała przebije wątrobę (Prz. 7,21 – 23;6,26).
Gdybym miał uciszyć płaczące niemowlę, mógłbym uspokoić je śpiewaniem, albo tuliłbym je do snu. Kiedy jednak dziecko wpadło do ognia, rodzice postępują inaczej i nie próbują uciszyć go kołysanką ani ciastkiem z kremem! Wiem, że jeśli nie uda mi się was przekonać, będziecie zgubieni. Jeśli nie uda mi się sprawić, byście wyrazili zgodę by powstać i podejść, zginiecie na wieki. Bez nawrócenia nie ma zbawienia! Muszę zdobyć waszą dobrą wolę, gdyż inaczej pozostaniecie w pożałowania godnym stanie.
Lecz tutaj znów napotykam trudność mojej pracy. O Panie, proszę wybierz dla mnie kamienie z potoku (1 Sam. 17,40.45). Przychodzę w imieniu Pana Zastępów, Boga armii Izraela. Wychodzę jak młodzieniec Dawid przeciwko Goliatowi, by zmagać się nie z ciałem ani z krwią, lecz ze „zwierzchnościami i mocami, i władcami ciemności tego świata” (Efez. 6,12). Tego dnia niech Pan uderzy Filistynów, pozbawi mocarza jego zbroi i wyda mi z jego ręki więźniów. Panie, dobierz moje słowa, wybierz broń dla mnie. A kiedy włożę mą rękę do torby, wyjmę kamień i wystrzelę go, oby Bóg zaniósł go do celu i sprawił, by uderzył nie w czoło, lecz w serce nienawróconego grzesznika i powalił go na ziemię, jak to uczynił z Saulem z Tarsu (Dz. 9,4). Niektórzy z was nie wiedzą, co mam na myśli mówiąc o nawróceniu i na próżno próbowałbym przekonać Was do tego, czego nie rozumiecie. Dlatego ze względu na was pokażę, czym jest nawrócenie. Inni trzymają się ukrytej nadziei na miłosierdzie, chociaż trwają w tym stanie, w jakim są. Tym muszę wykazać konieczność nawrócenia. Inni prawdopodobnie zatwardzają swe serca, myśląc w dumnej zarozumiałości, że już są nawróceni. Im muszę pokazać charakterystyczne cechy nienawróconych. Jeszcze inni, ponieważ nie czują żadnego niebezpieczeństwa, nie boją się nikogo i śpią jakby na szczycie masztu. Im muszę pokazać nędzny stan nienawróconych. Kolejna grupa to ci, którzy siedzą bez ruchu, ponieważ nie widzą drogi ratunku. Im pokażę środki nawrócenia. Na koniec zaś, dla ożywienia wszystkich, podam motywy do nawrócenia.
Józef Alleine
Rozdział I - FAŁSZYWE POJĘCIE O NAWRÓCENIU
|