Jutrzejszy świat

Książka: Jezus jest nadzieją
Autor: Stephen H. Travis
rozdział 6 – JUTRZEJSZY ŚWIAT

Pewien pastor odwiedzał bardzo chorego człowieka. Na podeście schodów czekała na niego żona chorego. „Proszę mu powiedzieć coś dającego nadzieję” — wyszeptała błagalnie — „tylko nie te historyjki o niebie i tak dalej”.

Świadomość, iż to życie musi się zakończyć powoduje udręki i, często bardzo, lęk. Jeżeli jednak niebo nie jest nadzieją, to gdzie jej szukać? Jezus obiecywał, iż przyszedłszy po raz wtóry „zgromadzi wybranych swoich z czterech stron świata” (Mk 13:27). Po to właśnie przyjdzie — aby zabrać do swojego Ojca tych, którzy Go kochają.

Natychmiast powstają tu problemy. Cóż bowiem stanie się z tymi, którzy umarli przed nadejściem Jezusa. Czy będą z Chrystusem od chwili swojej śmierci, czy też w jakiejś bezcielesnej postaci mają czekać na zmartwychwstanie, gdy Jezus powróci? Napisano na ten temat uczone książki, rozpatrując problem niezwykle szczegółowo, lecz wydają się one nieważne. Albowiem wraz ze śmiercią wykraczamy poza ziemskie miary czasu. Dyskutowanie o tym, ile lat minie pomiędzy śmiercią i zmartwychwstaniem jest nieporozumieniem. Wszyscy, którzy umrą w wierze zostaną natychmiast objęci przez miłość Chrystusa i pozbawieni świadomości będą oczekiwać na czas nadejścia Chrystusa. Podobnie nieświadomi jesteśmy upływu czasu między zaśnięciem i przebudzeniem. Ale, gdy Chrystus nadejdzie „…najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie. Potem my, którzy pozostaniemy przy życiu, razem z nimi porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana: i tak zawsze będziemy z Panem” (I Tes. 4:16—17).

Niezależnie od tego, co dokładnie może oznaczać ten żywy obraz, ważny jest nie dokładny czas, lecz ostateczny rezultat: „zawsze będziemy z Panem”. W Liście do Filipian Paweł powiedział dwie rzeczy, które wydają się sprzeczne, „…pragnę rozstać się z życiem i być z Chrystusem” (Flp. 1:23). To sugeruje, jakby Paweł oczekiwał, iż natychmiast po śmierci połączy się z Chrystusem. Jednakże dalej pisze on tak: ,,Nasza zaś ojczyzna jest w niebie, skąd też zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa. Który przerobi znikome ciało nasze w postać podobną do uwielbionego ciała swego…” (Flp. 3:20—21). To znów sugeruje, iż nie zostaniemy obudzeni do nowego życia w Bożym Królestwie zanim Chrystus nie powróci.

Jednakże dwa te stwierdzenia nie są sprzeczne, jeżeli będziemy pamiętali, iż po śmierci nie obowiązują ziemskie miary czasu. Po śmierci Pawła historia świata toczy się już przez 1900 lat. Jednakże Paweł nie ma świadomości przemijania czasu, gdyż wykroczył on poza czas. A my nadal wyczekujemy chwili, gdy czas zostanie przemieniony w Bożą wieczność, chwili, gdy Chrystus przyjdzie, by wezwać do siebie tych, którzy Go kochają — tak żywych jak i martwych.

Tak więc upływ czasu nie ma znaczenia. Istotny jest triumf nad śmiercią, jaki odniosą wszyscy ci, którzy żyli nowym, danym przez Chrystusa życiem. Ta wiadomość niby błyskawica przemknęła przez cały świat w pierwszym wieku. W świecie gnębionym przez strach przed śmiercią chrześcijańskie posłanie okazało się posłaniem najwyższej wartości.

ŻĄDŁO ŚMIERCI

Identyczna sytuacja jest dzisiaj. Za konspiracyjnym, milczeniem na temat śmierci kryją się takie same lęki, pesymizm oraz niepewność społeczeństwa, jakie kryły się w pierwszym wieku.

Wielu jest takich, którzy zgadzają się, iż po śmierci nic nie ma. Bertrand Russel mówił w imieniu wielu ludzi, gdy pisał: „Ciemność jest wokół mnie, a gdy umrę będzie wewnątrz mnie. Nie ma nic wielkiego ani nic wspaniałego, tylko moment trywialności a potem już nic”. To samo przekonanie dźwięczy w sztuce Tom’a Stopparda „Rosencrantz and Guildenstern Arę Dead” (Rozenkranc i Guildestern nie żyją). Guildenstern surowo komentuje tam Hamletowskie rozważania o śmierci: „Nie, nie, to nie tak. Śmierć nie jest romantyczna… śmierć jest niczym… śmierć jest… nie. Jest ona nieobecnością obecności i niczym więcej, jest nieskończonym czasem, z którego nie, ma powrotu. Jest niewidzialną bramą, a gdy powieje przez nią wiatr nie słychać żadnego dźwięku”.

Liczni ludzie, którzy nie mogą znieść takiego pesymizmu podchodzą do śmierci sentymentalnie i z eufemizmem. Nie mówimy już więcej o trumnach, lecz o „kasetach”, kostnica stała się „miejscem spoczynku”, a zmarli nazywają się teraz „tymi, którzy odeszli”. W poniższych strofach, które — wierzcie lub nie — służyły jako ogłoszenie reklamowe firmy pogrzebowej „Chambers” w Stanach Zjednoczonych, brzmi makabra na równi z sentymentalizmem. Reklamę tę śpiewano na popularną melodię „Rock of Ages” („Skałą wieczną”):

Kasetki „Chambersa” są po prostu fajne
Robimy je z drzewa sandałowego i sosny
Jeżeli twój ukochany umarł
Zadzwoń pod numer Columbus 690.
Jeżeli ten, kogo kochasz odszedł,
Pozwól, by odszedl drogą Chambersa.
Wszyscy nasi klienci śpiewają:
„Śmierci, o śmierci, gdzież jest twoje żądło”.

Gdy słyszy się takie piosenki łatwo jest z szacunkiem odnosić się do materialistów, którzy mają taką filozofię: „Jedzmy, pijmy i weselmy się, bo jutro pomrzemy”. Cały problem na tym polega, iż rzeczywiście jutro umrzemy. I co wtedy?

Niepewność i lęk przed śmiercią pcha tysiące ludzi na drogę szukania pewności w spirytyzmie, ‚który twierdzi, iż komunikuje się ze zmarłymi. Nie jest moim celem dyskutować, czy próby te bywają uwieńczone sukcesem. Ważne jest, iż przekazy, jakie spirytystyczne media otrzymują od „zmarłych” na temat życia po śmierci pełne są nudnych i pozbawionych mocy inspirowania terminów. Oferują one coś w rodzaju przetrwania po śmierci, któż jednak jest zainteresowany w przetrwaniu, które nie niesie ze sobą przeniesienia na całkowicie nowy poziom życia? Proponowane przez spirytyzm przetrwanie jest z pewnością czymś innym od chrześcijańskiej nadziei.

Ludzie w pierwszym wieku wiedzieli wszystko na temat przetrwania po śmierci. Gdyby chrześcijanie pojawili się na scenie głosząc przetrwanie, wszyscy westchnęliby z zawodu i powrócili do swoich zajęć. Jednakże to, co głosił Kościół sprawiło, iż ludzie nastawili uszu i pytali o więcej informacji. Czego dotyczył ten przekaz? Nie przetrwania lub jakiejś teorii nieśmiertelności, lecz zmartwychwstania — ożywienia całego człowieka do życia pełnego w obecności Boga. To sprawiło, iż ludziom jeżyły się włosy. To naprawdę pozwoliło im krzyrzeć:

„Gdzież jest, o śmierci, zwycięstwo twoje? Gdzież jest, o śmierci, żądło twoje?” (I Kor. 15:55).

I nadal możemy tak śpiewać. Czy słyszał kto kiedy o marksiście, który na łożu śmierci prosiłby o „Kapitał”, aby z niego czytać, albo o człowieku używającym życia proszącym o przeczytanie mu „Playboy’a”? A przecież tysiące chrześcijan umierając mając w uszach następujące słowa: „Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej? Czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz?… Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował. Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rzym. 8:35—39).

PODSTAWY NADZIEI

Skąd takie zaufanie? Są dwie przyczyny. Po pierwsze wiemy coś o Bożej miłości. Bóg poprzez Jezusa, pokazał jak bardzo kocha ludzi, których stworzył. Dał nam wiedzę o sobie samym. Upewnił nas o swojej obecności i pełnej miłości trosce. Doświadczywszy tych rzeczy, jak możemy wierzyć, iż Bóg zostawi nas na pastwę nicości. Ojciec Jezusa Chrystusa tak nie postępuje.

Drugą przyczyną naszej pewności jest zmartwychwstanie Jezusa. „A jednak” — pisał Paweł — „Chrystus został wzbudzony z martwych i jest pierwiastkiem dla tych, którzy zasnęli” (I Kor. 15:20). Nasza nadzieja na zmartwychwstanie opiera się nie na filozoficznym dowodzie, lecz na fakcie, iż śmierć została zwyciężona w osobie Jezusa Chrystusa. Bóg ogłosił, iż Jego celem jest wzbudzenie z martwych tych wszystkich, którzy połączyli się z Chrystusem, podobnie jak sam Chrystus został wzbudzony. Profesor A. M. Hunter tak pisał: „Żyjemy w świecie, w którym — pomimo wszystkich jego grzechów i smutków — Chrystus zostawił jeden otwarty grób na rozległym cmentarzu ziemi… Jego zwycięstwo przypomina przerwanie tamy na morzu północnym — zdarzenie o pozornie małej wadze, którego konsekwencje są niemożliwe do przewidzenia” (The Gospel according to St Pauł) (Ewangelia według św. Pawła), 1966, s. 113).

Zmartwychwstanie Jezusa daje nam również wskazówkę w innej sprawie. Jakiego rodzaju ciała będziemy mieć w niebie? Odpowiedź brzmi, że Chrystus „…przemieni znikome ciało nasze w postać podobną do uwielbionego ciała swego…” (Flp. 3:21). Zmartwychwstałe ciało Chrystusa jest wzorem dla ciał jego wyznawców. Jezus, gdy powstał z martwych nie był istotą duchową, nie był też zwykłym ciałem przywróconym do życia. Jego ciało zostało przemienione odpowiednio do nowego środowiska, w którym miał żyć. Był to inny a jednak wciąż ten sam Jezus. Tak też stanie się z nami. Paweł mówi, iż będziemy mieli „ciało duchowe” (I Kor. 15:44). Będziemy przystosowani do duchowego środowiska. Nie staniemy się zwykłymi cieniami ani fizycznymi kopiami naszych poprzednich ciał. Zostaniemy zmienieni, aby żyć w niebie. Jak to stwierdził David Winter w książce „Hereafter” (Przyszłe życie) „jak gąsienica musi przemienić się w motyla, aby „odziedziczyć” powietrze, tak i my musimy się zmienić, aby „odziedziczyć niebo”.

Ileż odwagi dodaje to starej, wykrzywionej przez artretyzm kobiecie, thalidomidowemu dziecku, czy mężczyźnie, który utracił nogę w wypadku samochodowym. Wszystkie tragiczne kalectwa będą pewnego dnia zapomniane na zawsze. Wszyscy będziemy przemienieni. Jakąż zachętą jest to dla wszystkich, którzy cierpią z powodu niszczących sił, jakie atakują nas w ziemskim życiu. Jak pisze Paweł: „…bo choć zewnętrzny nasz człowiek niszczeje, to jednak ten nasz wewnętrzny odnawia się z każdym dniem. Albowiem nieznaczny, chwilowy ucisk przynosi nam przeogromną obfitość wiekuistej chwały. Nam, którzy nie patrzymy na to, co widzialne, ale na to, co niewidzialne: albowiem to, co widzialne, jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne” (II Kor. 4:16—18). Gdy stajemy się starzy — i prawdopodobnie zmęczeni — zbliżamy się nie po prostu do śmierci, lecz do życia w całej jego pełni.

ŻYCIE W PRZYSZŁYM ŚWIECIE

Jeżeli następnego miesiąca macie zmieniać mieszkania, będziecie chcieli dowiedzieć się czegoś o dzielnicy, w której przyjdzie wam mieszkać. Jest przeto całkowicie naturalne, iż zadajemy pytania o to, jakie jest niebo. Na wiele pytań nie sposób dać odpowiedzi, albowiem niebo leży poza granicami naszych doświadczeń. Nie ma sensu pytanie, gdzie leży niebo, bowiem nie jest ono materialnym obszarem, który można by zlokalizować w jakimś określonym obszarze wszechświata. Jest ono inne — większe i wspanialsze niż cokolwiek na ziemi. Jednakże Biblia daje nam pewne wskazówki.

Po pierwsze, wszechświat zostanie przemieniony. Biblia nie mówi, że w momencie nadejścia Chrystusa wszechświat zostanie zniszczony, lecz że zostanie zmieniony w „nowe niebiosa i nową ziemię” (II Ptr. 3:13). My chrześcijanie, pokładamy nadzieję nie w ucieczce od cielesnego ziemskiego życia, lecz w przemienionych ciałach, które będą żyły w nowym środowisku. W ósmym rozdziale Listu do Rzymian Paweł zauważa, iż sama przyroda jest niedoskonała i pełna konfliktów. „Mamy nadzieję” — pisze — „że i samo stworzenie będzie wyzwolone z niewoli skażenia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych. Wiemy bowiem, że całe stworzenie wespół wzdycha i wespół boleje aż dotąd. A nie tylko ono, lecz i my sami, którzy posiadamy zaczątek Ducha, wzdychamy w sobie, oczekując synostwa, odkupienia całego naszego” (Rzym. 8:20—23).

Nie jest to proste do zrozumienia, ale przynajmniej zapewnia nas, iż Bóg nie przekreśli po prostu świata, który stworzył wraz z jego wszystkimi złożonościami. Przypomina nam także, iż życie przyszłe nie jest niewyraźną egzystencją cieni, lecz życiem w środowisku, gdzie będą dalej istniały najcenniejsze elementy życia na ziemi — związki międzyludzkie, piękno, rozwój, porozumienie. C. S. Lewis w książce „The Great Divorce” (Wielki rozwód) zachęca nas do wyobrażenia sobie, iż niebo nie jest czymś mniej rzeczywistym niż to życie. Opisuje niebo jako miejsce, gdzie wszystko jest solidniejsze i realniejsze niż na ziemi. Jest to zdrowe skorygowanie naszej krótkowzrocznej tendencji do przyjmowania, iż jedyną prawdziwą rzeczywistością jest to, czego obecnie doświadczamy.

Księga Objawienia daje nam dalsze wskazówki dotyczące świata, który nadejdzie. Gdy pojawi się nowa ziemia i nowe niebo, mówi. Bóg „otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie: ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie; albowiem pierwsze rzeczy przeminęły” (Obj.21:4).

Z pewnością więc nadejdzie kres śmierci i cierpieniom. Gdy Jezus przywracał do życia, uzdrawiał i uwalniał z mocy demonów zła, zapoczątkował coś, co osiągnie pełnię, gdy On przyjdzie, aby zaprowadzić nowy świat. To coś, to Jego triumf nad śmiercią, cierpieniem i całym smutkiem, jakie one powodują. Nie na zawsze cierpienie będzie trzymało świat w swych szponach na podobieństwo okrutnego tyrana.

Nie będzie także zła. „I nie wejdzie do niego nic nieczystego” (Obj. 21:27). Zaś ostateczne zwycięstwo nad siłami zła jest podsumowane w oświadczeniu św. Jana, że: „Diabeł, który ich zwodził, został wrzucony do jeziora z ognia i siarki”, gdzie „będą dręczeni dniem i nocą na wieki wieków” (Obj. 20:10).

Będzie to również koniec niepewności. Niejednokrotnie prowadząc walkę ze złem czujemy się słabo i pokonam. Prześladują nas wątpliwości a wszystko wydaje się ciemne. Czujemy się opuszczeni i niepewni. Jednakże w nowym Bożym świecie wszystkie rzeczy, które niszczą naszą pewność należeć będą do przeszłości. Nie będzie zła, ani kuszenia. Będziemy bezpieczni. Autor Listu do Hebrajczyków opisuje, jak Abraham odrzucił ziemską pewność i wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie”. Dlaczego? „Oczekiwał bowiem miasta mającego mocne fundamenty, którego budowniczym i twórcą jest Bóg” (Hebr. 11:8,10). „Przeto okażmy się wdzięcznymi” — dodaje autor — „my, którzy otrzymujemy królestwo niewzruszone” (Hebr. 12:28).

NIEBO JEST TAM, GDZIE BÓG

Niebo nie oznacza jedynie końca wszelkiego zła. Można też o nim powiedzieć rzeczy pozytywne. Najważniejszy jest fakt, iż niebo oznacza znajdowanie się w obecności Boga i Jego Syna, Jezusa Chrystusa, „…abyście” — obiecał Jezus — „gdzie Ja jestem i wy byli” (Jn 14:3). Gdy kogoś kochamy, nie spoczniemy, dopóki nie znajdziemy się przy nim i nie inaczej jest z miłością do Jezusa Chrystusa. Pewnego dnia wiara pozwoli nam ujrzeć. „Oto przybytek Boga między ludźmi! I będzie mieszkał z nimi, a oni będą ludem jego, a sam Bóg będzie z nimi” (Obj. 21:3).

A kto zobaczy, ten będzie oddawał cześć:

„Temu, który siedzi na tronie, i Barankowi, błogosławieństwo, i cześć i chwała, i moc na wieki wieków (Obj. 5:13).

Oto przyczyna i cel, dla których zostaliśmy stworzeni — chwalenie Boga i radowanie się nim na wieki! Na tym polega całe niebo — związek z Bogiem, związek, który zaspokaja nasze najgłębsze potrzeby i najwyższe aspiracje.

Oddawanie czci nie będzie jednak prywatną kontemplacją Boga, bowiem w niebie połączymy się ze wszystkimi Bożymi ludźmi. W Księdze Objawienia czciciele tak śpiewają Jezusowi:

„Godzien jesteś… ponieważ zostałeś zabity i odkupiłeś dla Boga krwią swoją ludzi z każdego plemienia i języka i ludu i narodu” (Obj. 5:9).

Czasami Biblia przedstawia niebo jako miasto — miejsce, w którym istnieje wspólnota. Jest to jednak miasto bardzo różne od tych, które znamy, z ich kuszącymi reklamami i bezbarwnymi bocznymi uliczkami, z kosztownymi mieszkaniami i bezdomnymi rodzinami. Boże miasto będzie miejscem prawdziwej wspólnoty, miejscem, gdzie „mieszka sprawiedliwość” (II Ptr. 3:13). I nie tylko sprawiedliwość, albowiem, jak mówi Paweł, Królestwo Boże polega na „sprawiedliwości, pokoju i radości w Duchu Świętym” (Rzym. 14:17).

Tak więc niebo, inaczej niż ziemskie miasta, będzie miejscem sprawiedliwości i miejscem pokoju — a pokój w Biblii oznacza nie tylko brak wojny, lecz także związek między człowiekiem i Bogiem polegający na prawdziwej harmonii. Będzie to również miejsce radości.

Tak rozumiana radość nie jest nigdzie tak mocno podkreślana jak w opisywaniu nieba przez analogię do wesela. Wesela na ziemi nie często są nudnymi wydarzeniami, dlatego też zapowiedź anioła powinna pobudzić nasze umysły do wyobrażania sobie przyszłości: „Błogosławieni (w angielskim przekładzie Biblii „Happy” — „szczęśliwi”), którzy są zaproszeni na weselną ucztę Baranka” (Obj. 19:9). Nic więc dziwnego, iż Dante opisując, jak wreszcie dostał się do nieba i usłyszał niebieskie chóry chwalące pieśnią świętą Trójcę, dodał: „Brzmiało to jak śmiech wszechświata”. Śmiech w niebie? Jakież jednak słowo lepiej tu pasuje, jeżeli przebywanie w obecności Boga oznacza dla ludzi pełnię radości?

Gdy jednak znajdziemy się we wspólnocie nieba, czy rozpoznamy się nawzajem? Z całą pewnością. Jezus obiecując: „…wielu przybędzie ze wschodu i z zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem i z Izaakiem i z Jakubem w Królestwie Niebios” (Mat. 8:11) miał z pewnością na myśli fakt, iż Abraham i wszyscy inni zostaną rozpoznani. Jak uczniowie Jezusa mogli rozpoznać Go po zmartwychwstaniu, tak i my rozpoznamy się nawzajem. Jest to jedna z przyczyn, dla których będziemy mieli „duchowe ciało”. Będzie to jednak poznanie na wyższym poziomie, pełne głębszej miłości i rozumienia niż wszystkie dotychczasowe.

Także miłość jest jedną z solidnych rzeczywistości nieba. „Gdy się (Chrystus) objawi” — mówi nam św. Jan — „będziemy do niego podobni, gdyż ujrzymy go takim, jaki jest” (I Jn. 3:2). Być takim, jak Chrystus, z pewnością przede wszystkim oznacza być pełnym miłości. Ku temu zaś będzie wiele okazji. Bowiem: „Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja i miłość, te trzy: lecz z nich największa jest miłość” (I Kor. 13:13).

To może nam pomóc w odpowiedzi na inne pytanie — co będziemy robić w niebie? Czy nie będziemy się śmiertelnie nudzić nie mając żadnego rozkładu obowiązków? Nie, nie w przypadku, gdy symbolem świata, który nadejdzie jest miłość. Ona bowiem oznacza czynne poświęcanie się, oznacza służbę innym i troskę o nich. A w miłości jest zawsze miejsce na przygody, rozwój i wzrost. Szczegóły są przed nami zakryte, lecz jednej rzeczy możemy być pewni: Niebo nie da nam powodów do niezadowolenia.

„Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują”. (I Kor. 2:9).

Zauważmy teraz ostatnią rzecz na temat nieba. „I wniosą do niego (do miasta) sławę i dostojeństwo narodów” (Obj. 21:26). Nie możemy powiedzieć jak to się stanie, ale wygląda na to, że wszystko co dobre i czyste w ludzkim życiu i kulturze będzie wniesione do Królestwa Niebieskiego. Niebo nie jest Nirwaną, która zaprzecza istnieniu świata, lecz wiekuistym „tak” dla dobra Boskiego stworzenia. Bóg, który stworzył ten świat z wszystkimi jego barwami i bogactwem odmian, z zapierającym dech majestatem, z wspaniałościami jego sztuki i muzyki oraz twórczości, z radością powita w nowym świecie to wszystko ze starego, co zyska wartość w Jego oczach.

Bóg obiecał, iż przyszły świat będzie lepszy od najwspanialszych rzeczy świata dzisiejszego i ta obietnica dla każdego powinna być wystarczającym zapewnieniem. Dietrich Bonhoeffer, chrześcijański duchowny rozstrzelany przez hitlerowców w 1945 roku, w ostatnich słowach tak rzekł do swoich przyjaciół: „To koniec. Dla mnie jest to początek życia”.

Zobacz również

2. Nienaganny

Biskup zaś ma być nienaganny. I Tym 3,2 Mąż Boży jest to człowiek cieszący się …